sobota, 30 października 2010

Sobota czyli : "Hu...Hu...Hu...Hu...Henryk Bomb xd."

Nie mam ochoty opisywać tego co działo się rano w moim domu. W sumie od rana tylko krzyki i krzyki, a kłóciła sie mama z Arkiem. Mama się popłakała, a Arek wyleciał z domu i do tej pory go nie ma. (i tyle dobrze, niech mi się nawet na oczy nie pokazuje, bo mam go dość T.T)
Gdy w końcu wyszłam z domu, poszłam po Ciszkę, dałam jej swoje wkrętki do kolczyków, bo ta sierotka Marysia swoje wszystkie pogubiła, i wyszłyśmy do eMDe po spodnie dla sieroty. xd
W sklepie zabrakło jej 3 zł, więc zatelefonowała do mamy, poszłyśmy po tą kasę, z powrotem w sklepie szukałyśmy odpowiedniego rozmiaru, a gdy już go miałyśmy Ciszce gacie się spodobały i je kupiła.^^
W domu zjadłam obiad, a z racji iż mam poszła uczyć się do przyjaciółki, ja puściłam sobie muzę na fula, zajadałam się kakaowymi wafelkami i czekałam na Ciszkę. Gdy przyszła wypisałyśmy na kopercie adres Taylora, i poszłyśmy zanieść go na pocztę. Wycałowałyśmy go i wyściskałyśmy, a potem wylądował w skrzynce. ^^

U Julki byłyśmy pierwsze, choć spóźnione, a po przyjściu Kam zaczęłyśmy oglądać "The Runways". Po jakis 20 minutach, z racji iż na laptopie było za cicho, poszłyśmy na stacjonarnego kompa, ale nie było wystarczająco dużo wolnej pamięci, więc wróciłyśmy na laptopa, film był o zespole, i leciała tam taka piosenka "Cherry Bomb", więc zmieniłyśmy ja na "Hu...Hu...Hu...Hu...Henryk Bomb xd.", film obejrzałyśmy do końca, zajadając się popcornem. Po obejrzeniu jednego filmu, puściłyśmy drugi "Krew z krwi". Podobno był to horror, ale raczej wyglądał na Thrillera, ale był bardzo fajny. W trakcie filmu ewidentnie przeszkadzałyśmy Julce, gadając (trza było włączyć się do rozmowy -.-"). Po obejrzeniu, zebrałyśmy się do domu, a gdy już w nim byłam zjadłam na kolacje frankfuterki, teraz zajadam się wafelkami i oglądam mam talent. ^^
Koszmarków w HD. ^^



Zdjęcia z Zoo. ^^ 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz