Wczoraj w końcu się coś działo, i nie siedziałam cały dzień w domu, dokładniej o 9 wybrałam się do szkoły : najpierw na jasełka na sali, a potem rozejście się do klas na wigilie, yeah! xd
Była to najlepsza wigilia dotychczas, rzecz jasna o wiele lepsza niż zeszłoroczna. xd Rzucanie mandarynkami, zabawy woskiem czyli "me gusta", słit focisze w kiblu, i prezenty - łohohoh, dziękuje za złożenie się na koszulkę z YCDI, święty prezent, jesteście genialni. ^^ kiedyś się odwdzięczę. xd
Czas minął w bardzo miłej atmosferze, i przyznam że trochę te święta poczułam. ; ) Posprzątaliśmy i zmyliśmy się, ja z powodu nudy odprowadziłam Julke i Ciszke, a chwilę potem dziewczyny po mnie przyszły, aby pójść do kosmetycznego po lakiery do paznokci, Ciszka miała nie lada problem, bo połowę z tych kolorów miała. Oo
Potem poszłyśmy po klucze do sklepu ze słodyczami gdzie czekała mama Ciszki, a na końcu wróciłyśmy do szkoły, bo genialna Ciszka zapomniała misek, a na miejscu wstydziła bądź bala się wejść do czytelni gdzie wszyscy pracownicy szkoły mieli wspólną wigilie. xd Kozłowska wytargała Ją do klasy (oczywiście razem z Julcią też poszłyśmy), a pani stwierdziła że "Wigilia bez Ciszki to nie wigilia", no a jak. ; d Odzyskałyśmy miski, pani wcisnęła jeszcze Cichej stroik, i dostałyśmy sok, którego po drodze się pozbyłyśmy. xd
W domu ubierałam z chłopakami, a potem z pomocą mamy, choinkę, co nie było zbyt przyjemne..
Parę minut po 16 wyjechałam z domu, najpierw zawieźliśmy do taty Olka, potem Arka podrzuciłyśmy do centrum i pojechałyśmy do YCDI gdzie byłyśmy umówione z Wojtkiem na godzinę 16:45, same spóźniłyśmy się 10 minut, ale jego jeszcze nie było. W studio dziewczyny się na mnie rzuciły, ale fajnie. xd Potem jeszcze wyściskałam się z Karoliną, a Wojciecha nadal nie było.. cholera jasna. : / Dostałam od Kam pen driva, Bartek nawet nie zwrócił na mnie uwagi, dziękiiii. -,- Ale co się dziwić jeśli obok była ta zadufana w sobie Bogusia (czyt. Jego dziewczyna). xd
17:10 wróciłyśmy do auta, wcześniej zostawiając w 'recepcji' numer telefonu, ech. Pojechałyśmy na witosa, gdzie mama piekła 4 ciasta na święta. :D Zatem czas ja bawiłam się z Nelą. Najlepiej gdy Ania wrzuciła za kanapę lalkę - taką płaczącą, śmiejącą się, wiecie o co cho. No i ta mała łobuzica wdrapała się po Ani, zaglądnęła za kanapę, i kazała sobie tą lalkę wyjmować, zaczęła gadać 'lala, lala', zeszła z kanapy i próbowała za Nią wejść, ale w ostateczności ja musiałam wyjmować tą nieszczęsna zabawkę, co za dziecko. xd
W tym czasie Bartek musiał jechać po choinkę, bo ta która była u babci w zeszłym roku dziwnym trafem zaginęła. Choinka jest żywa, i jest strasznie ładna, taka mega gęsta, ojojoj. xd NO i tutaj jej ubieranie było strasznie fajne, Nela przychodziła i bawiła się bombkami stukając w nie paluszkami i strasznie się przy tym ciesząc. xd A końcowy efekt jest zachwycający, po świętach wrzucę jakieś zdjęcia, bo jutro tam jedziemy. ; d
Teraz po godzinnych próbach otwierania mojego lakieru do paznokci w końcu się udało, i mogę malować paznokcie, już mam pomysła jak, hah. xd
No a wam życzę udanych i wesołych świąt, spełnienia marzeń, i wszystkiego co dobre. ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz