Jak pewnie zauważyliście lub nie, przez ostatnie cztery dni nie pisałyśmy nic na blogu. Było to związane z naszym wyjazdem na obóz naukowy w Wiśle. Najlepsza wypad szkolny na jakimkolwiek byłam, najlepsze chwile, najlepsze wspomnienia, najlepsi ludzie, najlepsza atmosfera .♥
Jak widać nie trzeba być z Londynie, Wiedniu czy Paryżu, aby mieć tak niesamowite przeżycia, bo wystarczy malutka Wisła 80 km od Kato .;) Ale od początku ...
DZIEŃ PIERWSZY
4:30 szybka pobudka, prysznic, powrzucanie przedmiotów zbędnych i niezbędnych do walizki i wyjściepo Sandzie. Tego dnia (27)przypadały urodzinki Sandzi, wiec ja Ciszka, głupie dziecko XXI wielku zaraz po ujrzeniu Sandzi zaczęłam żalić sie ze zapomniuałąm jej złożyć życzeń na fejsie, ale przez głowe mi nie przeszło żeby złożyć jej osobiście,zorientowałam się o takiej możliwości dopiero po kilku minutach. -,- Na dworcu byłyśmy jako jedne z pierwszych, wiec trochę sie wyczekałyśmy, lecz w końcu nasz gracik z PKP przyjechał i wyruszliścmy .; )
Na miejscu byłyśmy po dwóch godzinach, po wspomnaine juz wyżej graciki z PKP nie rozpędzają się bardziej niż do 50 km/h.^^ Zaraz po opuszczeniu pociągu przyjechało autko z pensjonatu które zabrało nasze bagaże, i wyruszyliśmy piechty do 'ORIONA" który okazał się byc całkiem nie daleko dworca, więc lajcik .;d
Oczywiście w pokoju byłyśmy we czwóreczkę,więc kolejny wielki plus za to że nas nie rozdzielili. DZIĘKUJEEEMYY!
Po zakwaterowaniu się,rozpoczęły sie lekcje z Panią Kozłowską, następnie polski i angielski, a poobiadku poszliśmy na spacerek wzdłuż rzeki ;3
Po powrocie ze spacerku ciepliśmy się na ostatnio bardzo przez nas lubiane piłkarzyki, zagraliśmy parę meczy i kolacyjka !;) Oczywiście po kolacji działo sie jeszcze trochę ale chce mi się opisywać każdego dialogu,przejścia z pokoju do pokoju, zresztą wiecie jak to jest na wycieczkach .;d
Przejdźmy do dnia DRUGIEGO .
Nie byłabym sobą gdybym trochę nie ponarzekała - łóżka były cholernie nie wygodne, iciagle łaziłam niewyspana i obolała,więc ten poranek neinależał do przyjemnych.
W kazdym razie po śnaidaniu zaczęły się "lekcje"
Ja nie wiem czy pani Królewska z angola ma wszystkich za totalnych idiotów, czy może naprawdę niektórzy szesnastolatkowie nie wiedzą jak się piszę zdanie "IN THE GYM" lecz pani naprawde nie musiała tego literować 3 razy -,- Po anglu kolejne 30 minut matmy i 30 minut poslkiego,i na "miasto" .;)
Najpierw poszliśmy na pyszne lody i ciastko do "Janeczki" a następnie ciepliśm,y się na wiślański plac zabaw przy którym 100-lecie moze się schować,bo nie ma nic lepszego od kawałka siodełka i liny, na czym mogłabym zjeżdżać połowę dnia. Noooo mogłabym, gdyby nie fakt że mam troszkę za duże buty, które spoadły mi z nóg zaczepiając się o siatkę na końcu, po czym nie wiem czemu ale wyglebałam się i wpadłam w bialych skarpetkach w błocko :3
No trochę polewki ze mnie było, lecz zawsze lepiej wywalić sie w bloto i pomimo tego dobrze się bawić niż siedzieć jak jakieś przymuły na ławkach tylko komentując innych, prawda? prawda ! ;d
Popowrocie do 'ORIONA' zjedliśmy obiad, poszliśmy odbębnić kolejne 30 minutowe lekcje i zaczęliśmy ... WIELKI CHRZEST! ;D
Otóż z różnych przyczyn, pewna osoba niestety odłaczyła się od naszego M7, a jak wiadomo 'magic six', nie brzmi tak dobrze jak 'seven', a więc nie szukajac na siłę postanowiliśmy dołączyć do naszej szóstki Centusia,który naprawdę jest strasznie sympatyczny i towarzyski. Napisaliśmy na karteczce wielkie MAGIC7, zebraliśmy podpisy, wypsikaliśmy papierek perfumami, Kam wygłosiła mowę i tak oto Centuś jest w naszej paczce .;) Oczywiscie na przywitanie przytuliłam go, lecz ten chop jest tak i silny że przez ten uścisk runęłam na ziemię zaliczając już kolejną glebę tego dnia. Trzecia i czwarta była w pokoju i na wycieraczce na korytarzu. ;d
Po kolacji oglądaliśmy mecz który mnie totalnie wynudził a wróciliśmy do pokoi .
To z mojej storny tyle, przekazuję pałeczkę SANDZI :3
-Tak na wstępie gosh,. ile ty Ciszka błędów robisz, poprawiłam 2 i więcej mi się nie chce xd
-Sorry Sandziu, mam dysleksję xd
Trzeci dzień to była jakaś masakra, bo już przy śniadaniu ogłoszono nam iż jedziemy w góry, a mieliśmy jechać na basen. -,- No ale po kolei, wgl jedzenie było świetne, codziennie rano cini minis. ;d Po śniadaniu mieliśmy fizykę z której nic nie rozumiałam, potem chemie i rozwiązywaliśmy testy które poszły mi średnio i na koniec Wos i historię, gdzie wspólnie rozwiązywaliśmy testy. Potem dłuższa przerwa, obiad, a po nim jechaliśmy PKS-em w góry a schodziliśmy na dół jakieś 2 godziny, masakra, momentami było tak stromo że iść się nie dało, do tego okropnie silny wiatr, to był chyba najgorszy dzień, strasznie się wynudziłam. ;/
Po powrocie mieliśmy kolejne lekcje, a po kolacji kolejne mecze w piłkarzyki - uwielbiam. ;d Mieliśmy również wieczór filmowy, zamówiliśmy pizze, która była pyszna, ale osobiście jadłyśmy Ją w pokoju, bo filmu i tak nikt nie oglądał xd
W czwarty czyli ostatni dzień, zaś wstałam niewyspana, co odebrało mi jakiekolwiek chęci pójścia do Gołębiewskiego, z resztą nie tylko mi, ale udało się zebrać kase na bilety, i pojechaliśmy w jedną stronę PKS-em. Kurde, jak w tym hotelu jest pięknieeeeee! *-* Marzenie no. ;d 11 osób z naszej grupy się kąpało, ogółem cały park wodny świetny, ale liczyłam na bardziej urozmaicone zjeżdżalnie, a było 5 takich zwykłych i jedna gdzie wpadało się na końcu do takiego bębna i nagle wpadało się do wody xd Ja niestety nie mogłam na to iść po operacji. ;c
Ale sauny to było coś wspaniałego, ja chcę takie w domu. *-* Najpierw byliśmy w takiej zwykłej, a potem w parowej, na początku prawie zrezygnowałam, ale jak wszyscy to wszyscy, weszłam.. i zostałam na dłużej xd Nie no, coś zajebistego, czytałam że jest tam ok 50 stopni, i to prawda, mimo że byłam mokra to czułam jak pot po mnie spływał, ale było to fajne uczucie, szczególnie jak się wyszło czuło się takim.. odświeżonym xd
A, wgl tak marginesem, moja klasa + Pani złożyli mi się w prezencie urodzinowym właśnie na basen *-* Ta, ciekawe kiedy ja im się za to wszystko odwdzięczę, w każdym razie ogromne DZIĘKUJE! ^^
I dowiedziałam się, że pani Gibas jest sąsiadką Szuszu, boże, jaki świat jest mały, nigdy bym o tym nie pomyślała i był to dla mnie szok xd
No i o 15 mieliśmy pociąg, zaś był płacz bo nie chcemy wyjeżdżać, ale co poradzić. ;c Ledwo się spakowałam, zrobiliśmy pożegnalne zdjęcia, a walizkę na peron wniosła mi dziewczyna, normalnie podziwiam Ją, fajnie wiedzieć na kim mogę polegać. ^^ ;]
Jazda pociągiem była fajniejsza niż we wtorek, pani Gibas robiła nam na włosach kłosy, francuzy i korony, wszyscy pozamienialiśmy się miejscami, robiliśmy do aparatów głupie miny, wymienialiśmy się piciem, no i cała wycieczka na ogromny plus! :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz