środa, 4 sierpnia 2010

Śmiać się czy ryczeć ? - Środowy dylemat Kam xd

Ten dzień jest po prosty tragiczny xd Już od samego początky wszystko było jakieś takie nijakie. Przez całą noc śniły mi się koszmary. Budziłam się co chwile i zasypiałam na nowo. W końcu ok. godziny 4.30 nie wytrzymałam. Usiadłam na łożku i rozryczałam się na dobre. Kiedy po kilku minutach uspokoiłam się na tyle by móc spokojnie myśleć, przypomniełam sobie o pewnym incydencie i rozpłakałam się na nowo. Kiedy po 10 minutach atak histerii minął na dobre, wstałam i poszłam do kuchni po szklankę wody. Nagle usłyszałam skrzypnięcie drzwi a potem zaspany głos prababci
- Kamilciu, dziecko co się stało ? - kochana babcia, za bardzo się o mnie martwi. Wymusiłam na sobie uśmiech, a potem wziełam babcię za ręke i zaprowadziłam spowrotem do łóżka. Wróciłam do kuchni po wode a potem spowrotem do pokoju. Wkońcu o godzinie 5 udło mi się usnąć. Więcej tej nocy nic mi się nie śniło.
Patrząc rano w lustro byłam na siebie wściekła. Pod oczami miałam sine wory ! Całe oczy zresztą miałam zapuchnięte. Obmyłam twarz i wtarłam trochę kremu nawilżającego pod oczy by ukryć skutki nocnego "ataku". Po śniadaniu, zabrałam się z ciocią na targ. Widziałam takie cudowne szare trampki ! *.* Prawdopodobnie kupie sobie jutro, bo podobają mi się bardziej niż te z Terranovej ^^ Wróciłyśmy do domu, zjadłam obiad a potem poszłam do pokoju. Przez około godzinę próbowałam zebrac myśli, w końcu doszłam do wniosku, ze dłuzej tak nie wytrzymam. Wzięłam klucze słuchawki, troche kasy i wyszłam z mieszkania. Szłam starając się wsłuchać w muzykę ale to też mi nie wychodziło. Dotarłam do Arkad. Weszłam do sklepu i kupiłam sobię sok. Zdjęłam kapsel i zerknęłam jak tym razem tymbark będzie się wymadrzał. " Walcz o swoją miłość " - zajebiście ! dobijcie mnie jeszcze bardziej ! Czym prędzej wywaliłam kapsel do śmieci i nie patrząc gdzie zmierzam, zaczęłam iść. Szłam i szłam, starajac sie wyłaczyć myśli, aż doszłam do wniosku, że nie mam pojęcia gdzie jestem. Było to trochę dziwnę, ale wogule nie czułam zaniepokojenia. Usiadłam na ławce i patrzyłam jak ludzie przechodzą w tę i spowrotem. Z nudów zaczęłam bawić się butelką po soku byle zajac czymś myśli by te nie wybiegły za daleko. W pewnej chwili to szklane cholerstwo wypadło mi z rąk rozbijając się w drobny mak. Wpatrywałam się w te odłamki dopóki nie doszłam do wniosku, ze sama jestem dzisiaj jakaś taka "połamana". Zebrałam wszystkie szkiełka i wrzuciłam do śmietnika. Posiedziałam jeszcze trochę, dopóki nie zaczęło robić się ciemno. Spytałam pierwszą lepszą osobę która przechodziła obok o drogę. Okazało się że jestem tylko jakieś pół kilometra od KFC. Z tamtąd miałam już prostą kilometrową drogę na osiedle babci. Po drodzę kupiłam sobie jeszcze jeden sok. Tym razem cappy - pomarańczowy, by nic nie raczyło mnie jakimiś durnymi sentencjmi =.=" Wydłużyłam sobie drogę wchodząc do lasu. Szłam miedzy drzewami, które jako jedyne w tym mieście dawały cień T.T Tu jest stanowczo za gorąco ! xd Wróciłam do domu. W między czasie zadzwonił do mnie tata. Swoim telefonem przypomniał mi jak bardzo tęsknie za domem, Puszkiem i Przyjaciółmi T.T Teraz siedzę, jem arbuza i czekam na 22.00 bo będzie leciał House na tvp2 xd
Peace and Love wszystkim !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz