poniedziałek, 9 sierpnia 2010

"Ty patrz ! Nawet się ubrała ! xd" - nie do końca przytomny poniedziałek xd

Czy tylko mnie się wydaje, czy nasz świat naprawdę schodzi na psy ? =.="
Stałam na środku parkingu czekajac aż Dorota ( moja ciocia ) wraz z ciocią (xd) wrzucą do parkomatu drobne. Kilka metrów ode mnie stał... baleron o.O No bo jak inaczej nazwać dosyć puszystą dziewczynę okutą w przykrótkie i obcisłe rzeczy, spod których wylewa się tłuszcz ? Stała na środku parkingu, w pozycji mówiącej "halo ! proszę patrzeć na mnie" Umalowana jak jakiś clown, miała na sobie bluzeczkę ( obcisłą oczywiście ) z wizerunkiem króliczka Playboy'a. Jej shorty były tak krótkie iż mozna je było wziać za majtki. Na jej rękach było tyle bransoletek, ze przy każdym ruchu brzęczała jak krowa na pastwisku >.<" Chyba zobaczyła iż na nia patrze bo z pogardą w głosie zwróciła się do mnie
- I czego się gapisz ? - cóż za bezczelność =.=" Chciałam być miła, nie to nie..
- Ech... poprostu wyobraziłam sobie Cb w bikini i uwierz... jest to bardzo odpychający widok - zatkało ją xd Odwróciła się na piecie z miną urażonej księżniczki i odeszła w strone jej chyba siostry bo wygladała podobnie o.O
Zakupy minęły dość spokojnie. W porównaniu z Katowicami, w Toruniu jest o wiele wiecej sklepów, każda witryna "krzyczy" próbujac zwrócić na siebie uwagę. Kupiłam kieckę ( fioletową *.* ) i T-shirt. Okazało się iż Dorotka ma niezły gust, pomogła mi dobrać ciuchy, za co jestem jej bardzo wdzięczna ^-^
Podczas gdy moje ciocie postanowiły wejść do banku, ja stałam na rynku i obserwowałam ludzi. Moja uwagę przykół niezawysoki skrzypek, który stał w centrum miasta i raczył mijajacych go ludzi jakimiś smętami. Podeszłam do niego akurat grał motyw z "Nocy i Dni"
- Przepraszam ? - zagadnęlam go - Czy mógłby Pan zagrać coś... mniej smętnego ? - Facet spojrzał na mnie dziwnie, ale zaczął grać... "Don't worry be happy" xd Wyciagnęłam z kieszeni spodni złotówkę i wrzuciłam mu do futerału. Odeszłam na bok i patrzyłam jak coraz więcej osób "wspomaga finansowo" skrzypka. Kiedy wracając przechodziłam obok niego uśmiechnął się do mnie i skinał głową. Odwzajemniłam się tym samym.
Po powrocie do domu, natychmiastowo wyszłam na dwór. Pierwszy raz od kilku dni wyszło słońce. Szłam sobie scieżką przez las, po tym deszczu bardzo dużo wiewiórek wyszło z ukrycia. Zaczęłam powoli podchodzić do jednej z nich. Ruda ślicznotka utkwiła we mnie swoje czarne oczka. Kucnęłam kilka metrów od niej i zaczełam powoli podchodzić z wyciągniętą ręką. Wiewióreczka, o dziwo zamiast uciec... przysunęł się do mnie ! Kiedy moje palce dotknęły szorstkiej faktóry futerka, zwierzatko wtuliło się w moja ręke. Wpatrywałam się w nią urzeczona. Nagle jakiś pies przebiegł obok nas, płosząc wiewiórkę. Cholera jasna ! =.=" Czy właściciel nie widział, ze właśnie integrowałam się z tym maluszkiem ? T.T No nic... połaziłam jeszcze trochę po osiedlu, kupiłam sok ( po ostatnim incydencie z kapslem, przeżuciłam się na Cappy xd ) i poszłam na huśtawki. Posiedziałam trochę ubolewając nad głupotą grupki tapeciar siedzących na ławce kilka metrów ode mnie, a potem wróciłam do domu. Teraz siedze sącze kakao i zastanawiam się czy skończe dzisiaj czytać "zaginiony symbol" jeszcze tylko 100 stron ! xd

A to... kolejne moje opowiadanie xd Z racji tego iż napisałam je dawno, zmieniłam je xd Oto końcowy efekt ^^

"Miłość i nienawiść nie dzieli cienka linia. Dzieli je mur Chiński z basztami i żołnierzami co pięć metrów"
- Nienawidzę Cię ! - krzyczę, zaciskam pięści, ogarnia mnie coraz większa złość. On tylko wzrusza ramionami i idzie dalej. "niech idzie" - myśle. Nie chce go widzeć, może za chwile, za godzine, jutro...może bede z nim znowu normalnie rozmawiać, ale nie teraz. Odchodzi a ja dalej stoje, denerwuje mnie u niego wszystko, to jak odgarnia włosy z czoła, jak się uśmiecha, jak mruży oczy, sama jego obecność sprawia, że jestem zła. Od pierwszej klasy się nieznosiliśmy, jesteśmy kompletnie inni, z biegiem czasu się to nasiliło, nie wiem dlaczego...dlaczego go tak nienawidze, a moze wiem ? Tylko nie chcę się do tego przyznać...
Koniec lekcji...to znaczy dla mnie koniec, jestem zwolniona z wf, o dziwo on też. Nasze domy nie stoją daleko, wracamy tą samą drogą, nie będe przez tego idiote nadkładać sobie drogi ! Idziemy, każde z nas milczy. Co chwile zerkam na niego, a on nic tylko idzie, wydaję się zamyślony. Nagle spogląda na mnie, nasze spojrzenia się stykają
- Czego ? - nie zamierzam być miła...wiem czym to się możę skończyć.
- Tak sobie myślę...Czy będziesz za mną tęsknić, kiedy mnie już nie będzie ? - zaciskam pięści, nie dając po sobie niczego poznać
- O co Ci chodzi ? Zebrało Ci się na rozważaniach o życiu i śmierci ? - spuszczam głowę
- Nie, poprostu chę Ci powiedzieć, ze nie będziesz musiła już mnie widywać, od nowego roku się przeprowadzam, a co za tym idzie zmieniam szkołę. - zawiał silny wiatr,burząc moje włosy.
- Że co proszę ? - staje, on idzie dalej, w uszach dzwonią mi jego słowa. Czuję się źle - To nie możliwe... - szepczę, chowam twarz w dłoniach, czuję, ze zaraz wybuchnę - przecież ja...ja Cię kocham, debilu ! - Zasłaniam usta rękami, po policzkach spływaja mi łzy. On nie miał tego słyszeć, nie miał wiedzieć...zapóźno, przystanął gwałtownie, słyszał mnie. Czuje jak uginają się pode mna kolana. Upadam.
- Kocham cię...- szepczę, a może krzycze, nie rozróżniam tego. On nadal stoi i się nie rusza, dzielą nas jakieś 4 metry, 4 metry pełne goryczy, smutku i uczuć których nie potrafie zidentyfikować.
- Nie chcę Cię kochać... - kręce głową - chciałam sobie wmówić, ze Cię nienawidze, ale zamiast ciebie zaczęłam nienawidzieć siebie. Jak mogłam zakochać się w tobie ? Zacząłeś mnie denerwować, każdy twój gest sprawiał, że kochałam cię i nienawidziłam sie za to coraz bardziej. Nie chciałam być dla ciebie miła, bo wiedziałam, ze gdy bede to ulegne...ulegne i do reszty zakocham się w tobie. To nie ciebie nienawidze, tylko siebie za to, ze cię kocham ! A teraz ty... -głos więźle mi w gardle, mysle o tym, że już nigdy nie zobaczę tego jak odgarnia włosy z czoła, jak się uśmiecha, jak mruży oczy, nigdy więcej nie zobaczę jego ! Podnosze głowę, on stoi jakiś metr ode mnie, a raczej nie stoi tylko kuca, patrzy na mnie.
- Nie wyprowadzam się...chiałem poprostu zobaczyć jak zaragujesz - Czuję, ze ogarnia mnie złość. Chcę odwrócić głowę, nie mogę, chwyta mnie za brodę, przymykam oczy, nie chce na niego patrzeć, nie teraz. Nagle czuje jego wargi na swoich, są takie miękkie, cała złość umyka ze mnie,a jej miejsce zastępuje nagłą fala szczęścia.

Peace and Love wszystkim ! *.*

1 komentarz: