Kuźwa, a miałam się dzisiaj wyspać T.T Ale w mojej rodzinie to chyba niewykonalne =.=" Tym razem dla odmiany obudził mnie tata.
- Kamiś wstawaj, mamy autobus o 09.13 a ty musisz jeszcze wyjść z Puszkiem bo ja bym nie zdążył zaprowadzić Tyśki do przedszkola.
- Idź sobie... ja chcę spać ! - przewróciłam się na drugi bok spadając z łóżka >.<
- No widzisz ? Nawet łóżko mówi Ci że masz wstać ! - mój tata wielce rozbawiony, wyszedł z pokoju, wziął puszka na ręce i rzucił nim prosto we mnie. - Nie zapomnij, że masz mu jeszcze dać jeść przed wyjściem - powiedział i wyszedł, zamykając za sobą drzwi i zostawiając mnie samą na podłodze, przygniecioną Puszkiem. Mój pies nic sobie nie zrobił z tego iż leży na swojej pani, tylko ułożył się wygodnie na moim brzuchu i ziewnął. Tego było za wiele. Szybko zrzuciłam go z siebie i przeklinając pod nosem na cały świat udałam się do łazienki. Umyłam sie ubrałam, wyszła z Puszkiem i ugotowałam mu jeść. Dla odprężenia jeszcze przez 15 minut czesałam włosy, spinając je na różne sposoby. Około 9.00 wyszłam z domu i udałam się na przystanek. Po chwili dołączył tata i pojechaliśmy na te pieprzone badania endykronologiczne =.=" Tam pobrali mi krew ( jak to ujęła Tyśka: byłam dzielną dziewczynką xd ) i nawet nie dali wzamian ani kawałka czekolady ! T.T Wyszłam z powrotem na ten mróz i jeszcze przez 10 minut musiałam czekać z tatą na przystanku bo nie jechał żaden autobus w naszą strone >.<" Oczywiście nie mogłam od razu wrócić do domu, musiałam jeszcze "zaliczyć" ( kuźwa, mam skojarzenia xd ) onkologa. Dopiero po tej wizycie mogłam spokojnie wrócić do domu, gdzie wyraz "spokój" jest pojęciem względnym, ponieważ mój zadowolony z życia tatuś udał się na grzyby zostawiając ugotowanie obiadu mi na głowie -.-" Zrobiłam więc tą kartoflanke jak mi kazano, lecz w ramach buntu starłam tylko ziemniaki odmawiając dalszego robienia placków ziemniaczanych xd
Po obiadku, zabrałam się za czytanie naszej new lektóry czyli "pamietnika z powstania warszawskiego" lecz szło mi to na tyle opornie, ze w przypływie nagłej irytacji ciepłam książką przez pół pokoju i wyszłam do Ciszki zostawiając nieszczęsną książkę na podłodze. W klatce Cichej spotkałam wychodzącą od niej Sandzie. Wytulałąm ją, pomarudziłam jej trochę i wjechałąm windą na 7 ^^ U Ciszki siadłyśmy na kompa i słuchałyśmy muzyki. Nie potrzeba było zbyt dużo czasu byśmy dostały pierwszą głupawkę, akurat Cicha opowiadała mi o tym jak Marta się "fochła" na Szymona, bo ten jej podobno powiedział, ze się nie dziwi iż Mateusz z nią zerwał ( Tak nawiasem mówiąc, to Marta mnie zaczyna wkurwiać =.=" ) No to ja patrze na Cichą ze ździwieniem i mówie:
- To on z nią zerwał ? o.O
na to Cicha z jeszcze większym zdziwieniem:
- To ona z nim chodziła ? O.O
taaa... śmiałyśmy się z tego przez pare minut, potem dostałyśmy ataku po: "Ach, te pełne cierpienia opisy Machlarza o tym jaka to Daria jest jedyna w swoim rodzaju" xd W między czasie było jeszcze tłumaczenie Ciszki "Wake me up when September ends" na "Obudź mnie w zakończeniu września" i dialog:
- U mnie chora tarczyca jest rodzinna
- O ! moja babcia ma tarczyce
- Cicha... każdy ma tarczyce xd
Było tego jeszcze kilka ( np. czepianie się Cichej iż uzywam niezrozumiałego dla niej słownictwa ), ale te cytaty i dialogi były najważniejsze xd O 19.30 wróciłam do domu, wyszłam z Puszkiem i zjadłam kolacje. Teraz siedzę sobie na kompie i jednym okiem oglądam "Kung-fu-Pande" na Tvn-nie xd
Peace and Love wszystkim ! ;D
spoko blog.. ;p ;]
OdpowiedzUsuńŚwietny profilek ; ** ^^
OdpowiedzUsuńraspberry ; **