niedziela, 27 marca 2011

"Dile jadą ja tylko socjalnie" - supersłodki dzień na Witosa *.*

Obudziła mnie moja jakże kochana mamusia, krzycząc, że mam iść z Puszkiem bo piecho piszczy T.T Ubrałam się więc doszć szybko i pobiegłam z Puszkiem do okoła Zadola. Wyrobiliśmy się w pół godziny, wróciłam do domu, zostawiłam psa i wyszłam do kościoła. Przywykłam już, ze na mszy jesteśmy z Ciszką same. Nie przeszkadza nam to, lecz da się zauważyć iż w kościele robi się przez to trochę nudnawo. Dziś nasz proboszcz miał rocznicę swoich święceń kapłańskich, przez co było jeszcze nudniej -,- Jedynym plusem tego było iż do obrazków dostawaliśmy dzisiaj cukierki . ;d Wracając z kościoła wstąpiłam do sklepu po chleb, po powrocie do domu, wzięłam psa i poszłam po Ciszkę by udała się na spacer z nim wraz ze mną . ^^ Poszliśmy najpierw do sztoga gdzie staralam się nakłonić małą by kupiła słonecznik, ale ona wolała lays'y ;c Z braku dalszych pomysłów na spędzenie dnia udałyśmy sie na nasze stałe miejsce - hilwe. Tam, puścilyśmy muzykę i zaczęłyśmy nawijać, sama nie pamiętam o czym. Po chwili przyszedł Machlarz ze Spike'm i tu zaczyna się pierwszy słodki punkt dzisiejszego dnia. Najpierw Spike zaczął szczekać na Puszka, podbiagał do niego zaczepiał, i uciekał chowajac sie za Machlarza. Machlarz natomiast tak słodko do niego gadał, wgl, Machlarz fajnie wygląda z yorczkiem xd W każdym razie skończyło się na tym, ze spuszczone  ze smyczy psiaki latały za biegającym w kółko Machlarzem . ;p Przed 13 zmyliśmy się do domu bo o 13.24 miałyśmy z Ciszką busa do Sandzi na Witosa . ^^ Przyjechałyśmy do niej parenaście minut przed 14, jako że Sandzi w domku jeszcze nie było poszłyśmy się przejść po osiedlu, zahaczyłyśmy o kilka placów zabaw, po drodze rozmawiajac o tym jakie to osiedle jest fajne i podobne do Torunia, Wrocka i tym podobnych miast xd Kiedy w końcu Sandra do nas dotarła, weszłyśmy do niej do domku i od razu zostałyśmy napadnięte przez wielgachnego psa jej wujostwa ... Zarę . xd Po chwili do psiaka dołączyła się jej pięcioletnia kuzyneczka Julka . ^^ Usiadłyśmy sobie w jej salonie i puściliśmy płytę Bruno Marsa, którą Sandzia dostała od nas na urodzinki (wgl, nikt nie opisywał wczorajszego dnia, a szkoda bo zrobiliśmy Sandzi urodzinowe przyjęcie-niespodziankę .) a Julka zaczęła obklejać nasze telefony naklejkami z "hello kitty", tak więc nasze komórki zmieniły nazwę na "hello Tereska" i "Stefan kitty" xd Julka jest cholernie słodka, wpakowała mi się na kolana i zaczęła pisać na teresce sms-y, oczywiście ona nie umie pisać, więc na T9 powstały jakieś dziwne wyrażenia (patrz: tytuł notki xd). Pół godziny przed naszym powrotem na ligote obudziła się 8-miesięczna Nela. Matko, jak ona się cudownie śmiała *.* Taki malutki, słodki aniołek . ^^ Nosiłyśmy ją z Ciszką na rękach i smyrałyśmy po brzuszku i rączkach, byleby tylko cały czas się śmiała xd Julka była trochę zazdrosna, więc wzięłam ją na ręce i zaczęłam przeglądać jej zabawki, zdjecia i inne pierdołki. Po jakimś czasie zaczęłyśmy wychodzić, a dziewczyny nas odprowadziły na przystanek. Dostałam nawet od Julki buziaka w policzek . ;d W autobusie byłyśmy z Ciszką świadkiem kolejnego słodkiego zdarzenia. Kobieta siędząca przed nami dosłownie śmiała się do telefonu dostając kolejne sms-y. Co chwile oczy jej się zapalały i z zawziętością i uśmiechem na ustach odczytywała kolejne wiadomości. Pozdrawiam Panią . ^^ Ostatnim słodkim wydarzeniem było wylookanie Bony z młodszą siostrą na lodach. Nie spodziewałam się tego po nim. Będąc na Ligocie mama do mnie zadzwoniła iż bd na mnie czekać pod blokiem Ciszki, okazało się, ze muszę iść z Tyśką i Puszkiem na skwerek -,- Ech, na szczęście towarzyszłyła mi Ciszka. Na skwerku puściłam Tyśkę na plac zabaw a wraz z Ciszką i Puszkiem udałam się na "wybieg dla zwierząt". Kilka chwil później z zacieszem na skwerek wparował Bartek z Machlarzem xd Ciszka zmyła się do domku bo miała gości, a mnie zostawiła z chłopakami . W między czasie wrócili moi rodzice i zabrali smarka. Tak więc poszliśmy z chłopakami się przejść. Zmierzaliśmy w kierunku parku, jednak w połowie drogi Bartuś zawrocił bo spieszył się do domu, więc z Machlarzem przeszliśmy obok parku, a potem wróciłam do domu. W domku zjadłam "obiadokolacje", a teraz lookam "x factor". Szczerze powiedziawszy to podoba mi się ten program coraz mniej -,-
Peace and Love wszystkim .! *.*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz