Nie chce mi się dzisiaj opisywać dnia. Mam za to dla was coś innego... coś co z nudów ( lepiej brzmi w przypływie weny xd ) udało mi się dziś wystukać:
...
Nie wiem co się ze mną dzieje. Nie czuje głodu, choć nie jem już drugi dzień, nie czuję chłodu, choć jedyne co mam na sobie to pidżama, nie piję więc potrzeb fizjologicznych również nie mam. Nie czuję nic... nic po za tym przeklętym bólem. Zaczyna się w klatce piersiowej i biegnie poprzez całe ciało. Siedze skulona próbując resztkami sił odgonić go od siebie, potrząsam głową by pozbyć się tych wszystkich natrętnych myśli: Dlaczego ? Po co ? Jak mógł ?
Dzwonek. Rodziców nie ma w domu, jak co weekend wyjechali na działkę. Zazwyczaj jeżdżę z nimi, ale tym razem nie mogłam - ból mi w tym przeszkodził. Muszę wstać, otworzyć, ale pomimo chęci nie ruszam się z podłogi nawet na centymetr. W końcu po kilku minutach zaczynam czuć swoje nogi, człapię w kierunku drzwi, nieporadnie, niezgrabnie, ale kto by się tym przejmował. Spoglądam przez Judasza, po drugiej stronie stoi moja przyjaciółka - Karolina. Nie chcę z nia rozmawiać, nie chcę by widziała mnie w takim stanie, nie mam ochoty jej wszystko tłumaczyć i tak nie zrozumie. Jednak widzę wyraz jej twarzy, widzę, ze się martwi, więc pomimo niechęci, otwieram drzwi.
- Nina... - Karolina jest przerażona. Nie dziwię się jej, nie widziałam się co prawda w lustrze już od dwóch dni, ale podejżewam jak wyglądam. Włosy rozczochrane, byle jak spięte gumką. Makijaż rozmazany, na policzkach ciemne strugi - pozostawienia po łzach. Ona jednak nie przejmuje się moim wyglądem i z całych sił mnie przytula. Nie odwzajemniam uścisku, nie mam na to siły. Niezdarnie wyplątuje się z jej ramion i resztkami sił wracam do swojego pokoju, w kąt, w którym spędziłam ten weekend. Karolina idzie za mną, siada na przeciwko mnie i uporczywie się we mnie wpatruje. Widzę w jej oczach, ze szuka odpowiedzi... że domyśla się prawdy ale czegoś jej w niej brakuje.
- Dlaczego nie odbierasz telefonu ? - w głowie czuje pustkę, nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Rozglądam się po pokoju, wkońcu mój wzrok pada na komórkę. Urywki wspiomnień. Piątek, płacz i łzy. Jedyne co pamietam, to trzask drzwi, wyciągnęcie komórki z kieszeni, wyłączenie jej i rzucenie na łóżko. A potem już tylko ciemność...
- wyłączyłam - nie poznaje własnego głosu. Jest dziwnie cichy i zachrypnięty. Odwracam wzrok. Nie chę patrzyć w surowe oczy Karoliny. Ona ma jednak co do mnie inne plany.
- Nina... co jest grane ? od dwóch dni nie dajesz znaku życia, wszyscy się o Ciebie martwią. Mów i to szybko ! - chwyta mnie mocno z podbrudek i zmusza bym spojrzała jej w oczy. To dla mnie zawiele, dłużej nie wytrzymuje. Coś we mnie pęka, a potem zaczynam głośno płakać, wykrzykując wszystko co powoduje ten pieprzony ból.
Był taki cudowny, kochany i czuły. Rozpieszczał mnie i traktował jak księżniczkę, czułam że zakochuje się w nim coraz bardziej. Kiedy wkońcu poprosił mnie o chodzenie, byłam wniebowzięta.Nareszcie mogłam go bezkarnie chwycić za ręke, przytulić, pocałować... a potem po kilku tygodniach nagle poczułam, ze cos jest nie tak. Czułam bijacy od niego chłód. Coraz częsciej przyłapywałam go na flirtowaniu z dziewczynami. Za każdym razem zbywał mnie tłumacząc, że to tylko koleżanki. A ja w to wierzyłam, w końcu tak bezgranicznie mu ufałam, tak bardzo go kochałam. Ten piątek zmienił wszystko. Byłam na spacerze z moim psem, jak to dobrze, ze rodzice zabrali go ze sobą, biedaczek nie miałby z kim wychodzić na dwór w ten weekend. Szłam jak zwykle do parku, po drodze mijając jeziorko otoczone wachlarzem ławek. I to właśnie na jednej z tych ławek zobaczyłam go z nią.
Nie pamiętam jak wróciłam do domu. To właśnie wtedy pojawił się ten przeklęty ból... ból, który nie chce minąć. Pamiętam wszystko jak przez mgłę, wyłączenie telefonu, łóżko, mokra od łez pościel, podeszki ubrudzone czarnym tuszem. Nie potrafiłam wyrzucić z głowy tego obrazu. Tego wspomnienia na którym on całuje się z tą dziewczyną, z dziewczyną którą bardzo dobrze znam, która właśnie teraz wpatruje się we mnie z przerażeniem w oczach.
- Jak mogłaś ? - Głos mam wyprany z emocji, oswobodzoną brodę znów spuściłam na dół, nie mogę... nie chcę na nią patrzeć.
- To nie tak jak myślisz... - chcę się zaśmiać, lecz nic mi z tego nie wychodzi. Do lekko rozchylonych ust co chwilę wpływa nowa słona kropla. - Ja tego naprawde nie chciałam, on wyciagną mnie na spacer, mówił, że chce porozmawiać. Zgodziłam się... nie wiedziałam co zamierza. Kiedy mnie całował, przyznaję się, ze nie myślałam, o tym by go odepchnąć, by coś zrobić. To co zrobiłam, a raczej czego nie zrobiłam, dotarło do mnie dopiero po fakcie. Zarzekam się, że nic takiego się potem nie powtórzyło - Karolina zrywa się z miejsca - Nigdy bym Ci nie zrobiła takiego świństwa ! - Wiem, że nie kłamie. Znamy się już tyle czasu, że potrafie rozpoznać kiedy mnie zwodzi. Wypuszczam głośno powietrze, ocierając jedną ręką łzy
- A wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze ? - pytam, podnosząc głowe - to, ze mimo wszystko nadal go kocham. - Karolinie drżą usta. Jej oczy zachodzą mgłą. Delikatnie podchodzi do mnie, a ja rozkładam ramiona. Więcej nie potrafie zobaczyć. Obraz znów mi sie rozmazuje, a policzki robią się mokre...
I jak ? ^^
Fajne ;) Miło wiedzieć co sie u was dzieje
OdpowiedzUsuńSandzia. :
OdpowiedzUsuńKam, jak ty ładnie pisujesz *.*