Beznadzieja, dosłownie.
Byłam dziś u okulisty w szpitalu, najpierw czekałyśmy z mamą godzinę na rejestrację, taka długa kolejka była. -,- Po jakichś pięciu minutach wezwała mnie do gabinetu pielęgniarka, kazała mi przeczytać kilka literek, a ja mało co widziałam, i kazała pokazać okulary. To była chwila, i na zakropienie oczu musiałam czekać 2,5 h no wściec się można!! Musiałam mieć oczy zakrapiane 3 razy, nie wiem czemu, w odstępie 10 minut, a po trzecim zakropieniu, zrobili mi jakieś badanie ze światełkiem i jakimś balonikiem, i mam wadę na lewe oko -4. O.o nienormalne, przeraża mnie to. I operacje na zaćmę bd mieć w ferie, czyli w lutym, ale idę zaś 30 listopada więc dowiem się dokładnie.. boje się.
Miałam mieć tą operacje jak oko się wykształci czyli jak skończę 18 lat, a tu masz, już za 4 miesiące, wspaniale. :c No ale podobno nie mogę tak długo czekać, bo wzrok może mi się pogorszyć. A jak wyszłam ze szpitala, to nie umiałam patrzeć przed siebie, na niebo a co dopiero w stronę słońca, masakra, musiałam trzymać się pod rękę z mamą aby się nie wywalić. -,-
O 15:20 poszłam na dodatkową fizykę, jak tylko pojawiłam się na piętrze dziewczyny się na mnie rzuciły jak głupie.. ale lubię takie powitania. xd Fizyka.. nie umiem tych beznadziejnych rysunków, Ćmoku mi tłumaczył ale i tak nie kumam, nie kumam całego tematu. -,-
Dość takich dni, sweet dream.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz